Mazurskie wody, to nie tylko jeziora. Jest tutaj kilka niezwykle urokliwych rzek, znakomicie nadających się na kajakowe wyprawy. Królową mazurskich rzek jest Krutynia, której pełny szlak kajakowy od Sorkwit do Rucianego-Nidy ma 102 km długości, z czego 60 km przez rozliczne, piękne jeziora, które pojawiają się na trasie. Prawie cały szlak kajakowy Krutyni wiedzie przez ostępy Puszczy Piskiej, zaś od Spychowa przez obszar Mazurskiego Parku Krajobrazowego. Sama rzeka kończy swój właściwy bieg, uchodząc do Zatoki Iznockiej jeziora Bełdany na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich. Przepłynięcie całego szlaku kajakowego Krutyni to operacja kilkudniowa, ale z powodzeniem można realizować w ciągu jednego dnia krótsze odcinki, np. ze Spychowa do wsi Krutyń przez przepiękne Jezioro Mokre czy od młyna w Krutyńskim Piecku do Nowego Mostu, co można połączyć ze zwiedzaniem filipońskiej wsi Wojnowo i położonego nad jeziorem Duś zabytkowego klasztoru Filiponów (Filiponi, zwani też starowiercami, to wyznawcy odłamu prawosławia prześladowani za caratu w Rosji, którzy emigrowali w połowie XIX stulecia do Prus Wschodnich i założyli kilka wsi w Puszczy Piskiej). Niejako „duchowym centrum” rzecznego szlaku Krutyni jest wieś Krutyń, położona około 60 km na południe od Giżycka (najkrótsza droga wiedzie przez Mikołajki i Uktę). We wsi mieści się dyrekcja Mazurskiego Parku Krajobrazowego oraz zrzeszenie krutyńskich „sztakerów”, czyli przewoźników, którzy wożą turystów po rzece łódkami, poruszanymi za pomocą długich tyczek, którymi odpycha się od dna Można się tutaj z nimi umówić na krótką lub dłuższą przejażdżkę po rzece.
W sezonie letnim Krutynia jest niemiłosiernie zatłoczona kajakami. Podobne doznania w mazurskiej głuszy ofiarowuje natomiast całkowicie dziewiczy i mało uczęszczany szlak Łaźnej Strugi, czyli początków rzeki Ełk. Na jednodniową trasę proponuję odcinek, rozpoczynający się na jeziorze Litygajno w Puszczy Boreckiej. Poprzez trzcinowiska w południowej części jeziora rzeka wpływa w piękny, mieszany las, przecina szosę olecką w rejonie wsi Wronki, i meandruje zapamiętale przez bory i śródleśne łąki do wsi Połom, gdzie znajduje się dogodne biwakowisko na wieńczące spływ ognisko. Zaletą tego odcinka spływu jest to, że praktycznie – oprócz początkowego, krótkiego odcinka – nie przebywamy na nim żadnych jezior . Szlak przez cały dzień wiedzie rzecznymi meandrami. Bardziej ambitni kajakarze mogą po noclegu w Połomie kontynuować spływ dalej do jeziora Łaśmiady i przez Straduny oraz Jezioro Haleckie do Ełku.
Propozycją na krótki, całkowicie wypoczynkowy, spływ kajakowy, na który śmiało można zabrać małe dzieci, jest rzeka Sapina. Kajaki są zrzucane na wodę przy śluzie u północnych brzegów jeziora Gołdopiwo, położonego kilkanaście kilometrów na północny wschód od Giżycka. Szlak biegnie przez piękne bory w okolicy Przerwanek oraz urokliwe, niewielkie jeziora Wilkus i Brząs, po czym rzeka rozlewa się szeroko wśród trzcinowisk gdzie można napotkać bobry (ich żeremia oraz tamy będziemy napotykać często na całym szlaku Sapiny) i żurawie, czasem rzekę przepływają też dziki. Później należy przeciąć jezioro Pozezdrze i pod mostkiem na szosie Pozezdrze – Kuty wypłynąć na najpiękniejszy odcinek rzeki, wiodący poprzez kompleks leśny dawnego Hochwaldu (na zachód od rzeki, w głębi lasu, mieściła się kwatera polowa Heinricha Himmlera. Przez parę kilometrów płyniemy czarodziejską, leśną krainą, której drzewa wyrastają często bezpośrednio z rzeki . Sapina uchodzi do jeziora Stręgiel, króre musimy przebyć, kierując się ku zachodnim brzegom, po czym niedługim kanałem przepłynać pod szosą Giżycko – Węgorzewo na plażę nad jeziorem Święcajty w Ogonkach, gdzie kończy się spływ. Całość szlaku, bez większego wysiłku, można przepłynąć w ciągu ok. 8 godzin.
W sezonie letnim Krutynia jest niemiłosiernie zatłoczona kajakami. Podobne doznania w mazurskiej głuszy ofiarowuje natomiast całkowicie dziewiczy i mało uczęszczany szlak Łaźnej Strugi, czyli początków rzeki Ełk. Na jednodniową trasę proponuję odcinek, rozpoczynający się na jeziorze Litygajno w Puszczy Boreckiej. Poprzez trzcinowiska w południowej części jeziora rzeka wpływa w piękny, mieszany las, przecina szosę olecką w rejonie wsi Wronki, i meandruje zapamiętale przez bory i śródleśne łąki do wsi Połom, gdzie znajduje się dogodne biwakowisko na wieńczące spływ ognisko. Zaletą tego odcinka spływu jest to, że praktycznie – oprócz początkowego, krótkiego odcinka – nie przebywamy na nim żadnych jezior . Szlak przez cały dzień wiedzie rzecznymi meandrami. Bardziej ambitni kajakarze mogą po noclegu w Połomie kontynuować spływ dalej do jeziora Łaśmiady i przez Straduny oraz Jezioro Haleckie do Ełku.
Propozycją na krótki, całkowicie wypoczynkowy, spływ kajakowy, na który śmiało można zabrać małe dzieci, jest rzeka Sapina. Kajaki są zrzucane na wodę przy śluzie u północnych brzegów jeziora Gołdopiwo, położonego kilkanaście kilometrów na północny wschód od Giżycka. Szlak biegnie przez piękne bory w okolicy Przerwanek oraz urokliwe, niewielkie jeziora Wilkus i Brząs, po czym rzeka rozlewa się szeroko wśród trzcinowisk gdzie można napotkać bobry (ich żeremia oraz tamy będziemy napotykać często na całym szlaku Sapiny) i żurawie, czasem rzekę przepływają też dziki. Później należy przeciąć jezioro Pozezdrze i pod mostkiem na szosie Pozezdrze – Kuty wypłynąć na najpiękniejszy odcinek rzeki, wiodący poprzez kompleks leśny dawnego Hochwaldu (na zachód od rzeki, w głębi lasu, mieściła się kwatera polowa Heinricha Himmlera. Przez parę kilometrów płyniemy czarodziejską, leśną krainą, której drzewa wyrastają często bezpośrednio z rzeki . Sapina uchodzi do jeziora Stręgiel, króre musimy przebyć, kierując się ku zachodnim brzegom, po czym niedługim kanałem przepłynać pod szosą Giżycko – Węgorzewo na plażę nad jeziorem Święcajty w Ogonkach, gdzie kończy się spływ. Całość szlaku, bez większego wysiłku, można przepłynąć w ciągu ok. 8 godzin.
Trasa największych mazurskich tajemnic
Największe mazurskie tajemnice drzemią wśród północnych lasów przy samej granicy z Rosją. Ta wycieczka jest mniej nasycona miejscami do zwiedzania, ale za to na trasie nie unikniemy zachwycających widoków i miejsc, gdzie warto choć na chwilę się zatrzymać. Z Giżycka wyjeżdżamy ul. Suwalską i przez wieś Sulimy oraz Pieczonki docieramy po kilkunastu kilometrach do Kruklanek. Z Kruklanek wyruszamy w kierunku Węgorzewa. Jest to przepiękny odcinek szlaku, który zaraz za Kruklankami biegnie wzdłuż brzegu wspaniałego jeziora Gołdopiwo . Zbliża się jeszcze do niego we wsi Jeziorowskie, po czym przez obszerny kompleks leśny, porastający północno-wschodnie brzegi jeziora, dotrzemy do wsi Jakunówko. Dojeżdżając do wiejskich zabudowań (niedaleko za stojącą po lewej stronie szosy leśniczówką) powinniśmy skręcić z szosy w gruntową drogę, biegnącą w prawo. Dojedziemy nią do wzgórza, na którego szczycie znajduje się duży głaz, zwany przez miejscową ludność Diabelskim Kamieniem . Był to staropruski święty kamień. W jego górnej części widoczne jest wgłębienie tzw. misy ofiarnej, gdzie składano wota bóstwom, zaś wokół głazu widoczne są pozostałości brukowania. Jeśli wpatrzymy się dłużej w cienkie żyłki, znaczące granitową powierzchnię, dostrzeżemy na pewno ślady krwi niewinnych ofiar, spływającej z ofiarnej misy. U stóp wzgórza stoi tablica z treścią legendy, którą obrósł przez wieki ten staropruski głaz ofiarny.
Na rozjeździe w centrum Jakunówka kierujemy się w prawo na Banie Mazurskie. Około 5 km dalej dojeżdżamy do niewielkiej wsi Grodzisko, której nazwa mówi sama za siebie. Wieś położona jest u stóp stromego wzgórza, wznoszącego się na wysokość 191 m n.p.m. Ten imponujący masyw, obejmujący ok. 2 ha, stanowił niegdyś staropruskie grodzisko, zamieszkałe od wczesnej epoki żelaza po czasy średniowieczne. Od strony północnej zachowały się wyraźne zarysy wałów kamienno-ziemnych oraz bramy wjazdowej. Na dawnym majdanie znajduje się niewielki staw z którym wiąże się legenda, dotycząca już prawdopodobnie krzyżackich czasów.
W zamku usytuowanym na górze Grodzisko mieszkał rycerz trudniący się rozbojem. Podczas jednej z grabieżczych wypraw zginął jego jedyny syn, a wtedy rycerz zaprzysiągł, że będzie mordował każdego, kto ośmieli się przejeżdżać w pobliżu jego zamku, co też czynił, aż jego mordercza sława rozniosła się szeroko po okolicy. Ludzie zaczęli omijać Grodzisko, ale przypadkiem w te okolice zbłądził pewien świętobliwy mnich. Kiedy ujrzał przed sobą rycerza w czarnej zbroi ze wzniesionym mieczem, zakrzyknął w trwodze wielkim głosem: - A bodajby przepadł psie krwawy! W tym momencie rycerz zniknął, a jego zamek na wzgórzu zapadł się pod ziemię, pozostawiając na szczycie jeno sadzawkę. Okoliczna ludność odetchnęła, ale nadal bała się chodzić na wzgórze, bowiem w księżycowe noce widywano jak po stawie pływa wielka skrzynia, na której leżał czarny pies o płomiennych oczach. Kiedyś w biały dzień kilku wiejskich chłopaków chciało przeciągnąć sieć po dnie, aby zobaczyć, czy nie wyłowią skrzyni, ale kiedy tylko ją zarzucili z głębin dało się słyszeć ochrypłe warczenie, więc przerażeni uciekli.
Legenda ta może być oparta na faktach historycznych, gdyż wraz z Krzyżakami napłynęli na ziemie pruskie tzw. „peregrines” lub „gaste” – rycerze świeccy z całej Europy, pragnący chwały w walkach z poganami, a w ich orszakach częstokroć zwykli rzezimieszkowi, zmuszeni z powodu swoich uczynków do opuszczenia cywilizowanych krain. Za swoje zasługi w służbie zakonu uzyskiwali często nadania ziemskie. Widocznie taki raubritter osiadł w okolicach Grodziska.
Około siedmiu kilometrów na północ od Grodziska znajduje się gminna wieś Banie Mazurskie. Wieś ta, położona nad rzeką Gołdapą u południowych krańców Lasów Skaliskich, jest uważana za „stolicę mazurskiej Ukrainy”. W 1947 r. w ramach akcji „Wisła” przesiedlono tutaj z południowo-wschodnich powiatów Polski wiele rodzin ukraińskich. Ukraińcy z Bań Mazurskich modlą się w cerkwi grekokatolickiej, mieszczącej się w budynku przedwojennego zboru baptystów.
W Baniach Mazurskich należy się skierować na północ i około kilometra po przejechaniu mostu na Gołdapie skręcić w lewo na drogę gruntową, wiodącą do wsi Zakałcze Wielkie. Dobra rycerskie w Zakałczu były przez lata własnością rodu Steinert. To oni wybudowali tutaj dworek z założeniem parkowym, schodzącym ku brzegom Gołdapy. W pobliskim lesie, na osi widokowej dworu, położony jest niewielki cmentarzyk z kaplicą grobową Steinertów Kaplica została ograbiona po 1945 r., ale w krypcie grobowej zachowały się dwie trumny ze zmumifikowanymi zwłokami, które można oglądać przez niewielkie okienka w przyziemiu (aby wejść do środka, należy poprosić o klucze w Urzędzie Gminy w Baniach Mazurskich).
Wracamy do szosy i kierujemy się dalej na północ, wjeżdżając w kompleks Lasów Skaliskich. Po kilku kilometrach po prawej stronie drogi zaczynają się bagna Łusznica (Luschnitz). Nazwa ta ma źródłosłów staropruski i oznaczała Rysie Bagno (słowo luysis oznacza w języku staropruskim rysia) Na ich północnym skraju wiedzie w prawo od szosy w głąb podmokłego lasu długa grobla, na której krańcu stoi zagadkowa budowla.Jest to osadzona na czworobocznej podstawie piramida o blisko szesnastometrowej wysokości – grobowiec rodu von Farenheid. Farenheidowie byli uważani za najbogatszy ród w Prusach Wschodnich, zaś rozległe dobra między Gołdapą a Węgorapą objęli w posiadanie w drugiej połowie XVIII w. Początkowo rezydowali w odległej o kilometr Rapie. Piramidalny grobowiec wybudowano dokładnie na osi widokowej dworu, tak, aby był widoczny z głównej sali. Budowę piramidy na Bagnie Łusznica wiąże się najczęściej ze śmiercią w 1811 r. trzyletniej Ninette von Farenheid, pierworodnej córeczki Friedricha Heinricha Johanna von Farenheida, ale najprawdopodobniej zbudował ją już na przełomie XVIII i XIX stulecia dziadek Ninette – Johann Friedrich Wilhelm. Natomiast brat Ninette – Fritz, przeniósł siedzibę rodu do Bejnun (obecnie Otradnoje w Obwodzie Kaliningradzkim), gdzie wybudował klasycystyczny pałac, sławetne „wschodniopruskie Ateny”, w którym zgromadził wspaniałe zbiory sztuki (m.in. oryginalne sztychy Tycjana, Rafaela, Leonarda da Vinci i Rubensa), które zaginęły lub spłonęły wraz z pałacem podczas ostatniej wojny. Farenheidowie przyjaźnili się m.in. ze słynnym rzeźbiarzem Bertelem Thorwaldsenem, którego rzeźby zdobiły bejnuński pałac i park. Stąd powstało domniemanie, że Thorwaldsen projektował również piramidę, ale nie ma na to żadnych dowodów. Ostatni pochówek w piramidzie miał miejsce w 1849 r. Dzięki niezwykłym właściwościom powietrza wewnątrz piramidy ciała zmarłych uległy zmumifikowaniu. Niestety, po 1945 r. zostały zbeszczeszczone. Między innymi poodcinano im głowy, co okoliczna ludność próbowała tłumaczyć naciąganą legendą, iż zmarli wychodzili o północy z grobowca i grasowali po okolicy - dopiero pozbawienie ich głów zakończyło ten upiorny proceder. Obecnie wnętrze krypty można oglądać jedynie przez boczne, zakratowane okienka, gdyż wejście zabezpieczono murem.
Wokół piramidy w Rapie narosło wiele legend, między innymi mówiących o paranormalnych, radiestezyjnych właściwościach budowli i całej okolicy, ale najprawdopodobniej mumifikacja zwłok nastąpiła z powodu odpowiedniego systemu przepływu powietrza wewnątrz grobowca. Egiptolodzy z Warszawy, którzy badali mumie z Rapy, stwierdzili, iż zwłoki nie były specjalnie preparowane za pomocą ziół, czy środków chemicznych. Odkryli natomiast w grobowcu szczepy bakterii oraz pleśnie o silnym działaniu rakotwórczym. Może to być całkiem realna „klątwa Farenheidów”, która spadnie na tych, co odważyli się naruszyć ich wieczysty spoczynek.
Na wschód od Bagna Łusznica, niedaleko od piramidy Farenheidów, znajduje się Republika Ściborska (od samych Bań Mazurskich prowadzą do niej wyraźnie widoczne drogowskazy) – oryginalna domena znanego z programów telewizyjnych „Biegnącego Wilka” Dariusza Morsztyna . Ze wsi Ściborki, gdzie Morsztyn ulokował swe „wilcze obozowisko” można się udać na ciekawe, traperskie wyprawy terenowymi samochodami, zaś zimą – saniami, ciągniętymi przez psie zaprzęgi.
Na rozjeździe w centrum Jakunówka kierujemy się w prawo na Banie Mazurskie. Około 5 km dalej dojeżdżamy do niewielkiej wsi Grodzisko, której nazwa mówi sama za siebie. Wieś położona jest u stóp stromego wzgórza, wznoszącego się na wysokość 191 m n.p.m. Ten imponujący masyw, obejmujący ok. 2 ha, stanowił niegdyś staropruskie grodzisko, zamieszkałe od wczesnej epoki żelaza po czasy średniowieczne. Od strony północnej zachowały się wyraźne zarysy wałów kamienno-ziemnych oraz bramy wjazdowej. Na dawnym majdanie znajduje się niewielki staw z którym wiąże się legenda, dotycząca już prawdopodobnie krzyżackich czasów.
W zamku usytuowanym na górze Grodzisko mieszkał rycerz trudniący się rozbojem. Podczas jednej z grabieżczych wypraw zginął jego jedyny syn, a wtedy rycerz zaprzysiągł, że będzie mordował każdego, kto ośmieli się przejeżdżać w pobliżu jego zamku, co też czynił, aż jego mordercza sława rozniosła się szeroko po okolicy. Ludzie zaczęli omijać Grodzisko, ale przypadkiem w te okolice zbłądził pewien świętobliwy mnich. Kiedy ujrzał przed sobą rycerza w czarnej zbroi ze wzniesionym mieczem, zakrzyknął w trwodze wielkim głosem: - A bodajby przepadł psie krwawy! W tym momencie rycerz zniknął, a jego zamek na wzgórzu zapadł się pod ziemię, pozostawiając na szczycie jeno sadzawkę. Okoliczna ludność odetchnęła, ale nadal bała się chodzić na wzgórze, bowiem w księżycowe noce widywano jak po stawie pływa wielka skrzynia, na której leżał czarny pies o płomiennych oczach. Kiedyś w biały dzień kilku wiejskich chłopaków chciało przeciągnąć sieć po dnie, aby zobaczyć, czy nie wyłowią skrzyni, ale kiedy tylko ją zarzucili z głębin dało się słyszeć ochrypłe warczenie, więc przerażeni uciekli.
Legenda ta może być oparta na faktach historycznych, gdyż wraz z Krzyżakami napłynęli na ziemie pruskie tzw. „peregrines” lub „gaste” – rycerze świeccy z całej Europy, pragnący chwały w walkach z poganami, a w ich orszakach częstokroć zwykli rzezimieszkowi, zmuszeni z powodu swoich uczynków do opuszczenia cywilizowanych krain. Za swoje zasługi w służbie zakonu uzyskiwali często nadania ziemskie. Widocznie taki raubritter osiadł w okolicach Grodziska.
Około siedmiu kilometrów na północ od Grodziska znajduje się gminna wieś Banie Mazurskie. Wieś ta, położona nad rzeką Gołdapą u południowych krańców Lasów Skaliskich, jest uważana za „stolicę mazurskiej Ukrainy”. W 1947 r. w ramach akcji „Wisła” przesiedlono tutaj z południowo-wschodnich powiatów Polski wiele rodzin ukraińskich. Ukraińcy z Bań Mazurskich modlą się w cerkwi grekokatolickiej, mieszczącej się w budynku przedwojennego zboru baptystów.
W Baniach Mazurskich należy się skierować na północ i około kilometra po przejechaniu mostu na Gołdapie skręcić w lewo na drogę gruntową, wiodącą do wsi Zakałcze Wielkie. Dobra rycerskie w Zakałczu były przez lata własnością rodu Steinert. To oni wybudowali tutaj dworek z założeniem parkowym, schodzącym ku brzegom Gołdapy. W pobliskim lesie, na osi widokowej dworu, położony jest niewielki cmentarzyk z kaplicą grobową Steinertów Kaplica została ograbiona po 1945 r., ale w krypcie grobowej zachowały się dwie trumny ze zmumifikowanymi zwłokami, które można oglądać przez niewielkie okienka w przyziemiu (aby wejść do środka, należy poprosić o klucze w Urzędzie Gminy w Baniach Mazurskich).
Wracamy do szosy i kierujemy się dalej na północ, wjeżdżając w kompleks Lasów Skaliskich. Po kilku kilometrach po prawej stronie drogi zaczynają się bagna Łusznica (Luschnitz). Nazwa ta ma źródłosłów staropruski i oznaczała Rysie Bagno (słowo luysis oznacza w języku staropruskim rysia) Na ich północnym skraju wiedzie w prawo od szosy w głąb podmokłego lasu długa grobla, na której krańcu stoi zagadkowa budowla.Jest to osadzona na czworobocznej podstawie piramida o blisko szesnastometrowej wysokości – grobowiec rodu von Farenheid. Farenheidowie byli uważani za najbogatszy ród w Prusach Wschodnich, zaś rozległe dobra między Gołdapą a Węgorapą objęli w posiadanie w drugiej połowie XVIII w. Początkowo rezydowali w odległej o kilometr Rapie. Piramidalny grobowiec wybudowano dokładnie na osi widokowej dworu, tak, aby był widoczny z głównej sali. Budowę piramidy na Bagnie Łusznica wiąże się najczęściej ze śmiercią w 1811 r. trzyletniej Ninette von Farenheid, pierworodnej córeczki Friedricha Heinricha Johanna von Farenheida, ale najprawdopodobniej zbudował ją już na przełomie XVIII i XIX stulecia dziadek Ninette – Johann Friedrich Wilhelm. Natomiast brat Ninette – Fritz, przeniósł siedzibę rodu do Bejnun (obecnie Otradnoje w Obwodzie Kaliningradzkim), gdzie wybudował klasycystyczny pałac, sławetne „wschodniopruskie Ateny”, w którym zgromadził wspaniałe zbiory sztuki (m.in. oryginalne sztychy Tycjana, Rafaela, Leonarda da Vinci i Rubensa), które zaginęły lub spłonęły wraz z pałacem podczas ostatniej wojny. Farenheidowie przyjaźnili się m.in. ze słynnym rzeźbiarzem Bertelem Thorwaldsenem, którego rzeźby zdobiły bejnuński pałac i park. Stąd powstało domniemanie, że Thorwaldsen projektował również piramidę, ale nie ma na to żadnych dowodów. Ostatni pochówek w piramidzie miał miejsce w 1849 r. Dzięki niezwykłym właściwościom powietrza wewnątrz piramidy ciała zmarłych uległy zmumifikowaniu. Niestety, po 1945 r. zostały zbeszczeszczone. Między innymi poodcinano im głowy, co okoliczna ludność próbowała tłumaczyć naciąganą legendą, iż zmarli wychodzili o północy z grobowca i grasowali po okolicy - dopiero pozbawienie ich głów zakończyło ten upiorny proceder. Obecnie wnętrze krypty można oglądać jedynie przez boczne, zakratowane okienka, gdyż wejście zabezpieczono murem.
Wokół piramidy w Rapie narosło wiele legend, między innymi mówiących o paranormalnych, radiestezyjnych właściwościach budowli i całej okolicy, ale najprawdopodobniej mumifikacja zwłok nastąpiła z powodu odpowiedniego systemu przepływu powietrza wewnątrz grobowca. Egiptolodzy z Warszawy, którzy badali mumie z Rapy, stwierdzili, iż zwłoki nie były specjalnie preparowane za pomocą ziół, czy środków chemicznych. Odkryli natomiast w grobowcu szczepy bakterii oraz pleśnie o silnym działaniu rakotwórczym. Może to być całkiem realna „klątwa Farenheidów”, która spadnie na tych, co odważyli się naruszyć ich wieczysty spoczynek.
Na wschód od Bagna Łusznica, niedaleko od piramidy Farenheidów, znajduje się Republika Ściborska (od samych Bań Mazurskich prowadzą do niej wyraźnie widoczne drogowskazy) – oryginalna domena znanego z programów telewizyjnych „Biegnącego Wilka” Dariusza Morsztyna . Ze wsi Ściborki, gdzie Morsztyn ulokował swe „wilcze obozowisko” można się udać na ciekawe, traperskie wyprawy terenowymi samochodami, zaś zimą – saniami, ciągniętymi przez psie zaprzęgi.
Spacer wzdłuż kanału giżyckiego (łuczańskiego) nad Kisajno
Po wyjściu z hotelu idziemy w prawo, dochodząc do ulicy Kolejowej. W zasadzie można od razu skierować się nad brzeg jeziora Niegocin, korzystając z istniejącego tutaj przejścia przez tory, ale po jego drugiej stronie trwają właśnie intensywne prace budowlane przy budowie dużego portu pasażerskiego. Po ukończeniu portu ul. Dąbrowskiego przekształci się w główny trakt dojazdowy do niego z centrum miasta. Budynki portowe zlokalizowane zostały w miejscu, gdzie niegdyś funkcjonował tartak i młyn budowniczych hotelowej kamienicy - Lehmannów. Kierujemy się ul. Kolejową w prawo, mijając wylot Pasażu Portowego (w przyszłości będzie tutaj kładka nad ulicą i torami, wiodąca do portu) i budynek obecnej szkoły muzycznej postawiony w latach 20-tych ubiegłego stulecia, po czym dochodzimy do ul. Wyzwolenia i przejścia przez tory kolejowe.
Za przejściem kolejowym w prawo rozciąga się przestrzeń parkowa, zaś droga w lewo wiedzie do portu Żeglugi Mazurskiej oraz na giżyckie molo. Molo w Giżycku ma konstrukcję betonową i jest najdłuższym molem śródlądowym w Polsce - wychodzi w jezioro Niegocin na około 450 m (dłuższe jest jedynie nadbałtyckie molo w Sopocie – 500 m), stanowiąc dogodny trakt spacerowy, a jednocześnie służąc jako falochron portu Żeglugi Mazurskiej i powstającego właśnie portu pasażerskiego „Ekomarina”. Można tutaj przysiąść na ławeczce i sycić się do woli widokiem rozległej tafli jeziora Niegocin; pełnej latem żaglówek i innych jednostek pływających, sycącej się głębokimi, zmiennymi barwami jesienią, zaś zimą ogarniętej białą, lodową ciszą, po której suną bezgłośnie bojery . Niegocin obejmuje powierzchnię 2604 ha i jest trzecim, co do wielkości jeziorem na Mazurach (po Śniardwach i Mamrach). Za czasów niemieckich jezioro nazywało się Löwentin-See, co Mazurzy spolszczali na – Jezioro Lewientyńskie. Jest to znakomity akwen dla rozgrywania regat żeglarskich i bojerowych. Od wielu lat na Niegocinie odbywają się latem Mistrzostwa Polski Jachtów Kabinowych, zaś zimą różne zawody bojerowe (w 1994 r. odbywały się tutaj Bojerowe Mistrzostwa Świata i Europy w klasie DN). Jest to typowe jezioro lodowcowej moreny dennej, powstałe na skutek wytopienia się brył tzw. martwego lodu. W związku z tym nie jest zbyt głębokie - największa głębia, przekraczająca 40 m znajduje się właśnie w odległości kilkuset metrów vis a vis końcówki giżyckiego molo. Przy ładnej pogodzie dobrze widać bliższy brzeg południowo-zachodni i wypoczynkową wieś Wilkasy oraz wieżę kościoła w Rydzewie na południu, ale przy gorszej pogodzie odległe, przeciwległe brzegi jeziora są niewidoczne. Po wschodniej stronie jeziora kępą gęstego zadrzewienia odznacza się wyspa Grajewska Kępa, zwana też Wyspą Miłości lub Wyspą Francuską. Z tą ostatnią nazwą wiąże się legenda o żołnierzach napoleońskiej Wielkiej Armii, którzy powracając spod Moskwy zostali przez wiosenne roztopy uwięzieni na tej wyspie, oraz o romantycznej miłości ich dowódcy i córki sołtysa Rydzewa – Anorty (niektórzy twierdzą, że postać panny z żabą przy fontannie na Placu Grunwaldzkim w Giżycku przedstawia właśnie ją). W latach 90-tych z inicjatywy zaprzyjaźnionych z Giżyckiem władz francuskiego departamentu Loir-et-Cher na wyspie odsłonięto tablicę pamiątkową, nawiązującą do owej legendy.
Obok mola rozciąga się rozległa plaża miejska z kąpieliskiem, brodzikiem, boiskami do siatkówki plażowej oraz zjeżdżalnią i urządzeniami do zabaw dla dzieci. Latem funkcjonuje tutaj również wiele punktów gastronomicznych. Przechodzimy parkiem w kierunku Kanału Giżyckiego (Łuczańskiego), mijając po drodze pawilon Międzyszkolnej Bazy Sportów Wodnych, osławionej Bazy „Przystań” z popularnego serialu telewizyjnego o życiu i przygodach ratowników Mazurskiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego , i dochodzimy do zabytkowego, ryglowego budyneczku pobudowanego w latach 20-tych XX w. schroniska młodzieżowego, pełniącego obecnie rolę tawerny. Jest to typowy przykład tradycyjnego budownictwa mazurskiego. W okolicy roi się od lokali gastronomicznych, gdzie można zjeść świeżą mazurską rybkę. Obowiązkowo należy spróbować smażonej lub wędzonej sielawki, ale dużo mniej znanym rarytasem jest smażony sandacz – polecam.
Przy ujściu Kanału Giżyckiego (Łuczańskiego) do Niegocina panuje latem duży ruch, gdyż do przejścia pod mostami przygotowują się tutaj wszystkie jednostki przemieszczające się z południa na północ szlaku Wielkich Jezior Mazurskich. Te, które właśnie przypłynęły z Mamr, stawiają z kolei maszty, aby pokonać rozległą przestrzeń Niegocina. Wiele jachtów cumuje też w przystaniach po obu stronach ujścia kanału, aby skorzystać z pobytu w największym mieście na Wielkich Jeziorach . Kanał Giżycki jest najstarszym mazurskim kanałem. Przekopano go w latach 1765 – 1772, wykorzystując częściowo naturalne koryto strugi, łączącej jezior Niegocin i niewielkie jezioro Wojsak. Kanał ma długość 2130 m i łączy Niegocin z zatoką Tracz jeziora Kisajno, które należy do rozległego akwenu Mamr. Wschodnim brzegiem kanału wiedzie dogodna trasa spacerowa nad to jezioro.
Pierwsze kilkaset metrów spaceru wiedzie najgwarniejszą letnią promenadą Giżycka. Warto na chwilę przysiąść w kawiarence „Grota” urządzonej pod mostem kolejowym w dawnym bunkrze chroniącym ten obiekt. Z tarasu pod filarem mostu można obserwować ruch na kanale. Ruchliwy odcinek trasy kończy się w okolicy pokrzyżackiego zamku i mostu zwodzonego na kanale, które są opisane przy okazji spaceru do Twierdzy Boyen. Dalej kanał płynie w szpalerze wysokich topoli. Z przerzuconej tu nad nim pieszej kładki rozciąga się ładny widok na jego koryto i most zwodzony . Nieco dalej, vis a vis niewielkiego mostku, położony jest basen portowy bazy i stoczni remontowej Żeglugi Mazurskiej. Przed wojną była to stocznia Ericha Schulza, który produkował tutaj jachty, motorówki i statki, a także… bojery, na których wielokrotnie zwyciężał w Mistrzostwach Niemiec. Po wschodniej stronie kanału towarzyszą dalej jego biegowi obszary zajęte przez ogródki działkowe. Natomiast za masywnym, betonowym mostem giżyckiej obwodnicy na zachodnim brzegu kanału rozpoczyna się osiedle niewielkich domków jednorodzinnych. Większość z nich stanowią charakterystyczne tzw. kochówki (od nazwiska nazistowskiego gauleitera Prus Wschodnich – Ericha Kocha) . Było to wprowadzone w czasach III Rzeszy „budownictwo socjalne” – tanie, jednorodne projektowo, parterowe domki z podpiwniczeniem i poddaszem (powierzchnia mieszkalna min. 50 m2) ze spiczastym dachem (nachylenie ok. 45o), które państwo budowało (udzielając niskooprocentowanych kredytów) dla mazurskich robotników leśnych i rolnych oraz ich rodzin. Naprzeciwko osiedla owych „kochówek” (są one obecnie często rozbudowywane przez swoich właścicieli i zatracają swą „architektoniczną czystość”) znajduje się drewniany mostek, przerzucony w miejscu gdzie kończy się wykorzystane przy budowie kanału naturalne koryto wojsackiej strugi. Po jego przejściu napotkamy omszały kamień pamiątkowy . Został on tutaj ustawiony w 1913 r. na cześć Friedricha Dewischeita (1805 – 1884) – poety, nauczyciela, wielkiego miłośnika ziemi mazurskiej, który skomponował dawny, nieoficjalny hymn Mazur, pieśń „Wild flutet der See” (Dziko faluje jezioro). Kamień ten cieszył się wielkim poważaniem u mazurskich rybaków, którzy utożsamiali go z pomnikiem tych, których pochłonęły jeziora. Powracając z połowów na Kisajnie zdejmowali zawsze przed nim czapki. Ścieżka spacerowa kończy się przy tzw. moście perkunowskim, który łączy Aleję Wojska Polskiego z drogą na poligon wojskowy Perkunowo.
Wchodzimy na most i po jego przejściu idziemy Aleją Wojska Polskiego wzdłuż koszar wojskowych. Po drugiej stronie znajduje się osiedle, które łukiem okrążał kanał, co stwarza możliwość przyjrzenia się z bliska opisywanym wcześniej „kochówkom”. Dochodzimy do Ronda Wojska Polskiego i skręcamy w prawo. Po kilkuset metrach, vis a vis stadionu sportowego, skręcamy jeszcze raz w prawo wchodząc na teren Centralnego Ośrodka Sportu w Giżycku. Oprócz znajdujących się tutaj obiektów sportowych, największą atrakcję ośrodka stanowi otoczone pomostami kąpielisko nad zatoką Tracz jeziora Kisajno (jedno z sześciu połączonych jezior, tworzących wspólny akwen drugiego, co do wielkości, jeziora w Polsce – Mamr, obejmującego 104 km2 wód) . Można się tutaj popluskać, a odważni mogą poskakać do wody z wieży. Ze wzgórza nad kąpieliskiem rozciąga się piękny widok na Kisajno i położone u jego zachodniego brzegu wyspy, tworzące tzw. Łabędzi Szlak – meandrujący pośród kilkunastu rezerwatowych wysp i licznych, urokliwych zatoczek, najpiękniejszy chyba na Mazurach szlak żeglugowy. Na COS-ie funkcjonuje wypożyczalnia sprzętu wodnego. Można tutaj wypożyczyć kajak lub rower wodny i przyjrzeć się Łabędziemu Szlakowi i jego mieszkańcom (czaplom, żurawiom, kormoranom i innym gatunkom ptactwa wodnego, a jak dopisze szczęście – również orłom bielikom) z bliska. W 2006 r. giżycki COS był bazą pobytową pięknych finalistek konkursu Miss World . Z COS-u można przejść do przylegającego ośrodka „Almaturu”, aby spojrzeć w słynne „oczy Posejdona” – wymalowane na portowym hangarze wielkie oczy, spozierające na Kisajno, które od wielu lat są znakiem orientacyjnym dla powracających z północy żeglarzy. W hangarze na „Almaturze” dogorywa kadłub „Rekina” – jachtu, który zagrał w debiutanckim filmie Romana Polańskiego „Nóż w wodzie”.
Za przejściem kolejowym w prawo rozciąga się przestrzeń parkowa, zaś droga w lewo wiedzie do portu Żeglugi Mazurskiej oraz na giżyckie molo. Molo w Giżycku ma konstrukcję betonową i jest najdłuższym molem śródlądowym w Polsce - wychodzi w jezioro Niegocin na około 450 m (dłuższe jest jedynie nadbałtyckie molo w Sopocie – 500 m), stanowiąc dogodny trakt spacerowy, a jednocześnie służąc jako falochron portu Żeglugi Mazurskiej i powstającego właśnie portu pasażerskiego „Ekomarina”. Można tutaj przysiąść na ławeczce i sycić się do woli widokiem rozległej tafli jeziora Niegocin; pełnej latem żaglówek i innych jednostek pływających, sycącej się głębokimi, zmiennymi barwami jesienią, zaś zimą ogarniętej białą, lodową ciszą, po której suną bezgłośnie bojery . Niegocin obejmuje powierzchnię 2604 ha i jest trzecim, co do wielkości jeziorem na Mazurach (po Śniardwach i Mamrach). Za czasów niemieckich jezioro nazywało się Löwentin-See, co Mazurzy spolszczali na – Jezioro Lewientyńskie. Jest to znakomity akwen dla rozgrywania regat żeglarskich i bojerowych. Od wielu lat na Niegocinie odbywają się latem Mistrzostwa Polski Jachtów Kabinowych, zaś zimą różne zawody bojerowe (w 1994 r. odbywały się tutaj Bojerowe Mistrzostwa Świata i Europy w klasie DN). Jest to typowe jezioro lodowcowej moreny dennej, powstałe na skutek wytopienia się brył tzw. martwego lodu. W związku z tym nie jest zbyt głębokie - największa głębia, przekraczająca 40 m znajduje się właśnie w odległości kilkuset metrów vis a vis końcówki giżyckiego molo. Przy ładnej pogodzie dobrze widać bliższy brzeg południowo-zachodni i wypoczynkową wieś Wilkasy oraz wieżę kościoła w Rydzewie na południu, ale przy gorszej pogodzie odległe, przeciwległe brzegi jeziora są niewidoczne. Po wschodniej stronie jeziora kępą gęstego zadrzewienia odznacza się wyspa Grajewska Kępa, zwana też Wyspą Miłości lub Wyspą Francuską. Z tą ostatnią nazwą wiąże się legenda o żołnierzach napoleońskiej Wielkiej Armii, którzy powracając spod Moskwy zostali przez wiosenne roztopy uwięzieni na tej wyspie, oraz o romantycznej miłości ich dowódcy i córki sołtysa Rydzewa – Anorty (niektórzy twierdzą, że postać panny z żabą przy fontannie na Placu Grunwaldzkim w Giżycku przedstawia właśnie ją). W latach 90-tych z inicjatywy zaprzyjaźnionych z Giżyckiem władz francuskiego departamentu Loir-et-Cher na wyspie odsłonięto tablicę pamiątkową, nawiązującą do owej legendy.
Obok mola rozciąga się rozległa plaża miejska z kąpieliskiem, brodzikiem, boiskami do siatkówki plażowej oraz zjeżdżalnią i urządzeniami do zabaw dla dzieci. Latem funkcjonuje tutaj również wiele punktów gastronomicznych. Przechodzimy parkiem w kierunku Kanału Giżyckiego (Łuczańskiego), mijając po drodze pawilon Międzyszkolnej Bazy Sportów Wodnych, osławionej Bazy „Przystań” z popularnego serialu telewizyjnego o życiu i przygodach ratowników Mazurskiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego , i dochodzimy do zabytkowego, ryglowego budyneczku pobudowanego w latach 20-tych XX w. schroniska młodzieżowego, pełniącego obecnie rolę tawerny. Jest to typowy przykład tradycyjnego budownictwa mazurskiego. W okolicy roi się od lokali gastronomicznych, gdzie można zjeść świeżą mazurską rybkę. Obowiązkowo należy spróbować smażonej lub wędzonej sielawki, ale dużo mniej znanym rarytasem jest smażony sandacz – polecam.
Przy ujściu Kanału Giżyckiego (Łuczańskiego) do Niegocina panuje latem duży ruch, gdyż do przejścia pod mostami przygotowują się tutaj wszystkie jednostki przemieszczające się z południa na północ szlaku Wielkich Jezior Mazurskich. Te, które właśnie przypłynęły z Mamr, stawiają z kolei maszty, aby pokonać rozległą przestrzeń Niegocina. Wiele jachtów cumuje też w przystaniach po obu stronach ujścia kanału, aby skorzystać z pobytu w największym mieście na Wielkich Jeziorach . Kanał Giżycki jest najstarszym mazurskim kanałem. Przekopano go w latach 1765 – 1772, wykorzystując częściowo naturalne koryto strugi, łączącej jezior Niegocin i niewielkie jezioro Wojsak. Kanał ma długość 2130 m i łączy Niegocin z zatoką Tracz jeziora Kisajno, które należy do rozległego akwenu Mamr. Wschodnim brzegiem kanału wiedzie dogodna trasa spacerowa nad to jezioro.
Pierwsze kilkaset metrów spaceru wiedzie najgwarniejszą letnią promenadą Giżycka. Warto na chwilę przysiąść w kawiarence „Grota” urządzonej pod mostem kolejowym w dawnym bunkrze chroniącym ten obiekt. Z tarasu pod filarem mostu można obserwować ruch na kanale. Ruchliwy odcinek trasy kończy się w okolicy pokrzyżackiego zamku i mostu zwodzonego na kanale, które są opisane przy okazji spaceru do Twierdzy Boyen. Dalej kanał płynie w szpalerze wysokich topoli. Z przerzuconej tu nad nim pieszej kładki rozciąga się ładny widok na jego koryto i most zwodzony . Nieco dalej, vis a vis niewielkiego mostku, położony jest basen portowy bazy i stoczni remontowej Żeglugi Mazurskiej. Przed wojną była to stocznia Ericha Schulza, który produkował tutaj jachty, motorówki i statki, a także… bojery, na których wielokrotnie zwyciężał w Mistrzostwach Niemiec. Po wschodniej stronie kanału towarzyszą dalej jego biegowi obszary zajęte przez ogródki działkowe. Natomiast za masywnym, betonowym mostem giżyckiej obwodnicy na zachodnim brzegu kanału rozpoczyna się osiedle niewielkich domków jednorodzinnych. Większość z nich stanowią charakterystyczne tzw. kochówki (od nazwiska nazistowskiego gauleitera Prus Wschodnich – Ericha Kocha) . Było to wprowadzone w czasach III Rzeszy „budownictwo socjalne” – tanie, jednorodne projektowo, parterowe domki z podpiwniczeniem i poddaszem (powierzchnia mieszkalna min. 50 m2) ze spiczastym dachem (nachylenie ok. 45o), które państwo budowało (udzielając niskooprocentowanych kredytów) dla mazurskich robotników leśnych i rolnych oraz ich rodzin. Naprzeciwko osiedla owych „kochówek” (są one obecnie często rozbudowywane przez swoich właścicieli i zatracają swą „architektoniczną czystość”) znajduje się drewniany mostek, przerzucony w miejscu gdzie kończy się wykorzystane przy budowie kanału naturalne koryto wojsackiej strugi. Po jego przejściu napotkamy omszały kamień pamiątkowy . Został on tutaj ustawiony w 1913 r. na cześć Friedricha Dewischeita (1805 – 1884) – poety, nauczyciela, wielkiego miłośnika ziemi mazurskiej, który skomponował dawny, nieoficjalny hymn Mazur, pieśń „Wild flutet der See” (Dziko faluje jezioro). Kamień ten cieszył się wielkim poważaniem u mazurskich rybaków, którzy utożsamiali go z pomnikiem tych, których pochłonęły jeziora. Powracając z połowów na Kisajnie zdejmowali zawsze przed nim czapki. Ścieżka spacerowa kończy się przy tzw. moście perkunowskim, który łączy Aleję Wojska Polskiego z drogą na poligon wojskowy Perkunowo.
Wchodzimy na most i po jego przejściu idziemy Aleją Wojska Polskiego wzdłuż koszar wojskowych. Po drugiej stronie znajduje się osiedle, które łukiem okrążał kanał, co stwarza możliwość przyjrzenia się z bliska opisywanym wcześniej „kochówkom”. Dochodzimy do Ronda Wojska Polskiego i skręcamy w prawo. Po kilkuset metrach, vis a vis stadionu sportowego, skręcamy jeszcze raz w prawo wchodząc na teren Centralnego Ośrodka Sportu w Giżycku. Oprócz znajdujących się tutaj obiektów sportowych, największą atrakcję ośrodka stanowi otoczone pomostami kąpielisko nad zatoką Tracz jeziora Kisajno (jedno z sześciu połączonych jezior, tworzących wspólny akwen drugiego, co do wielkości, jeziora w Polsce – Mamr, obejmującego 104 km2 wód) . Można się tutaj popluskać, a odważni mogą poskakać do wody z wieży. Ze wzgórza nad kąpieliskiem rozciąga się piękny widok na Kisajno i położone u jego zachodniego brzegu wyspy, tworzące tzw. Łabędzi Szlak – meandrujący pośród kilkunastu rezerwatowych wysp i licznych, urokliwych zatoczek, najpiękniejszy chyba na Mazurach szlak żeglugowy. Na COS-ie funkcjonuje wypożyczalnia sprzętu wodnego. Można tutaj wypożyczyć kajak lub rower wodny i przyjrzeć się Łabędziemu Szlakowi i jego mieszkańcom (czaplom, żurawiom, kormoranom i innym gatunkom ptactwa wodnego, a jak dopisze szczęście – również orłom bielikom) z bliska. W 2006 r. giżycki COS był bazą pobytową pięknych finalistek konkursu Miss World . Z COS-u można przejść do przylegającego ośrodka „Almaturu”, aby spojrzeć w słynne „oczy Posejdona” – wymalowane na portowym hangarze wielkie oczy, spozierające na Kisajno, które od wielu lat są znakiem orientacyjnym dla powracających z północy żeglarzy. W hangarze na „Almaturze” dogorywa kadłub „Rekina” – jachtu, który zagrał w debiutanckim filmie Romana Polańskiego „Nóż w wodzie”.



